W końcu zebrałam się w sobie, przejrzałam foty (za wiele ich nie ma bo wszyscy wpadli w ferwor prezentowy) i przybyłam napisać posta. Wigilia nasza zaczęła się troszkę przed pierwszą gwiazdką, bo Zuza i dzidzi nie mogły się już doczekać Mikołaja. Zwłaszcza, że Gwiazdka potęgowała emocje dorzucając co chwilę w tajemniczy sposób prezenty pod choinkę. Mikołaj prezentował się zacnie a swoje przybycie obwieścił bimbającym dzwonkiem do drzwi. Przywitała go Zuzia z wypiekami na twarzy a dzidzi trzymało się lekko z tyłu mając z pogotowiu matczyną spódnicę (spodnie gwoli ścisłości). Widząc Mikołaja szybko orzekło, że to PAN KOJAŁ.
Tutaj wielkie entre:

Mikołaj został zaprowadzony do pokoju gościnnego i usadzony w wygodnym fotelu tuż obok prezentów. Bo trzeba Ci wiedzieć Drogi Czytelniku, ze Mikołaja w tym roku również dosięgnął kryzys i nie stać go było na wór. Poprosił więc Gwiazdki z nieba, żeby w magiczny sposób popodrzucały dzieciom prezenty pod choinki. Nie stać go było też na porządne buty.....

Ale od czego ma się dwie grzeczne pomocnice, które wyciągają prezenty spod choinki i podają styranemu Mikołajowi? (No dobra. Jedna była grzeczna a druga postanowiła nie czekać aż słaby wzrok Mikołaja odczyta bilecik i poradziła sobie sama).

Tyle było pudeł i pudełeczek, że do rozpakowywania zaangażowano również MAMUSIU, która dogorywała na kanapie.

A tymczasem Mikołaj rozdawał i rozdawał.

Papiery darły się jak szalone.

I wyłaniały się spod nich najróżniejsze cuda - jak łyżworolki.

Tymczasem młodszy pomocnik nadal działał na własną rękę.


I przynosił do MAMUSIU coraz to nowe zdobycze, które były w locie rozszarpywane na strzępy ;)

Później należało sprawdzić czy aby Zuzia nie dostała czegoś atrakcyjniejszego.

Ostatecznie i Mikołaj nie wytrzymał i przyłączył się do ogólnego szału. Zeszedł z fotela do nas maluczkich i buszował w paczkach. może liczył, ze i dla niego jakaś Gwiazdka coś podrzuciła??

Niestety. Mikołaj nie był chyba zbyt grzeczny bo nic się nie znalazło. Ale Zuzia - dobra gospodyni, miała dla swojego gościa przygotowany drobny poczęstunek. Piwo (bo to przecież chłop jest) i pierniczki.

Mikołaj przekąsił co nieco i od razu się rozchmurzył. Była nawet minuta dla fotoreporterów.

A na koniec pamiątkowe zdjęcie ze swoimi małymi pomocnikami.

A wszystko to działo się ku uciesze gawiedzi.

Zaraz po tym jak Mikołaj poszedł, znalazł się dziadek Zbyszek. Ten to ma pecha. Zawsze idzie do ronda wyglądać Mikołaja i zawsze przegapia jego wizytę.